21 listopada 2022

Mimo że w telewizji, radiu i Internecie najczęściej słyszy się, że polski przemysł stoczniowy i portowy jest w opłakanym stanie, rzeczywistość nie wygląda aż tak źle. Zmienił się tylko sposób w jaki te instytucje pracują – zamiast dawnych molochów teraz królują małe prywatne firmy – wyjątkiem jest tu Stocznia gdańska, która zatrudnia półtora tysiąca osób i… tonie w długach. Także porty i same nabrzeża są wyprzedawane, a firmy chętnie startują w przetargach – prowadzenie terminalu to bardzo dochodowy interes, a ilość portów jest w Polsce mocno ograniczona chociażby samą linią brzegową. Do Polski nadal bardzo dużo towarów przybywa i jest eksportowanych drogą morską, część importowanych trafia na rynek polski, ale większość jest przewożona dalej do Europy. To nakręca infrastrukturę, ponieważ takimi przewozami często zajmują się firmy polskie – jeżeli firma np. z Chin chce coś przetransportować na drugi koniec Europy to taniej jest jej wynająć polskie ciężarówki prowadzone przez polskich kierowców, niż przerzucać sprzęt i ludzi z drugiego końca świata.